na początek stan ducha - ostatnio ze mną niezbyt ciekawie. mam wrazenie, ze wszystko sie psuje, tak zajebiscie boje sie wyników egzaminu, wiem, ze moje aspiracje do klasy matgeo w ósemce są w chwili ocbecnej conajmniej żałosne, nie wiem, czy nie przenosić podania, nie wiem, nie wiem, nic nie wiem!
kolejna sprawa, zdecydowanie najbardziej przyjemna - wakacje! tak naprawdę mam je od jutra, czas na wystawienie ocen i finito! nie jest idealnie, jezeli chodzi o wyniki w nauce, czuje, ze stac mnie na duzo wiecej i troche dałam dupy jesli chodzi o niektóre oceny, no ale widocznie tak miało być..
teraz kolejna sprawa - dieta. po wstawieniu zdjecia before'n after dostalam wiele prywatnych wiadomosci, pytan i komentarzy. Tym, ktorzy mają zamiar kiedys w przyszlosci sie odchudzać chcialabym powiedzieć, ze po pierwsze - na starcie najwazniejsza jest wiara w siebie i wytrwałość. gdy osiaga nas moment slabosci, trzeba sobie powiedzieć - COŚ ZA COŚ! Wtedy wszystko staje sie mozliwe, a nasze cele wydają sie być chociaz w jakimś stopniu osiągalne
No, ale przede wszystkim - nie można też przesadzić ze swoim zapałem i zaangażowaniem. Ja widoocznie zrobiłam coś nie tak, bo mam teraz problemy hormonalne i zdrowotne, a najgorsze jest to, ze nie potrafię przestac sie odchudzać. wciąż mi mało (i nie zaprzeczajcie!), bo wcale nie należę do szczupłych lasek, (aktualnie po prostu można powiedzieć, ze nie jestem juz tamtym wielorybem).generalnie, najgorszy etap jest wtedy, gdy wszyscy dorośli, rodzina mówią ci ''STOP!'' a ty nie chcesz przestać, bo ''skoro tak dobrze mi idzie, to jak miałabym to zakończyc, skoro moge osiągnąć jeszcze wiecej?!'' wtedy nie ma juz zadnego wsparcia, pozostajesz sama ze swoimi marzeniami i celami, a realizacja jest coraz trudniejsza..
Psychika odgrywa tutaj najwiekszą rolę, przysięgam.
A czy miałam czasem chwile słabości? oczywiscie. miniony weekend jest tego idealnym przykladem. najpierw bal - tak ładnie sie trzymałam, tak bardzo byłam z siebie dumna, ze nie zjadłam nic, prócz kilku paluszków, a gdy przyszedł koniec i sprzątanie stołów.. ciasto powędrowało do mojej mordki łącznie z chipsami, ktorych nie jadnam od pieciu miesiecy, krakersami i innymi gównami. nastepnie sobota - impreza, wszystko jasne. nadeszła niedziela - od rana bilans zajebisty, a wieczorem.. obiad u cioci i tysiąc przepysznych ciast.. Gdy uzmysłowiłam sobie, ze ten weekend moge zaliczyc do totalnie zawalonych to zjadłam kazde po kolei. A wieczorem co? ogromne wyrzuty sumienia, nienawiść do siebie, ale z drugiej strony - coraz wieksza motywacja na to, by zrzucić to, co przed chwilą wpakowałam w swój gruby brzuch. Nienawidze tego stanu, nienawidzę.
może kogoś ciekawi jak wygląda mój jadłospis?
bilans z dziś:
śniadanie: 2 grzanki razowego z sałata,chudziutką szynką drobiową i pomidorem, kawa
2śniadanie: truskawki,jabłko
obiad: pierś z kurczaka w sosie ananasowym, surówka
podwieczorek: serek wiejski
kolacja: jajecznica z 1 jajka z pomidorami i szynką drobiową, wywar pomidorowy
2l wody, spacer, 30min hula hop
a to są kremy, ktorych używam:
3 dni do urodzin :(
7 dni do wakacji
12 dni do Chorwacji

